odpowiedz Cravena na "Masakre" Hoopera. Nie taki plytki jakby sie moglo wydawac, bo pod plaszczykiem filmu grozy kryje spoleczne alegorie. Sila napedowa fabuly jest razaca przepasc kulturowa miedzy mieszczuchami a dzikimi autochtonami, ktora pozniej zostaje poddana zrecznej dekonstrukcji. Wychodzi na jaw atawizm, pierwotne reakcje drzemiace w kazdym z nas. W rezultacie widac jak plynna granica dzieli czlowieka cywilizowanego od troglodyty w obliczu zagrozenia.
Warto zwrocic uwage podczas seansu na dosc charakterystycznego Michaela Berrymana oraz jedna z najladniejszych swego czasu gwiazdek horroru i sci-fi, ktorej blask juz przygasl - mowa oczywiscie o Dee Wallace (Critters, Howling, ET).
Wiek: 28 Dołączył: 23 Maj 2006 Posty: 431 Skąd: Lublin
Wysłany: Wto 30 Maj, 2006
Obejrzałem go dopiero niedawno temu, fajny klimat końca lat 70-tych, miejsce akcji, średnia gra aktorów; dla mnie nie jest zbyt straszny, mimo to przyjemnie się go oglądało, stany średnie 6,5/10.
Wiek: 22 Dołączył: 04 Lut 2006 Posty: 1919 Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 30 Maj, 2006
Powiem tak, po tym jak zobaczyłem recenzję na HO, odstawiłem ten film na półkę, zdecydowałem się go obejrzeć dopiero niedawno, bo nie miałem żywcem co oglądać.
Film jest dobry pod względem fabuły i klimatu - klimatu naprawdę świetnie stonowanego. Fabuła niby ciekawa, ale czasami niepotrzebnie jest wetknięty jakiś tekst, czy bezsensowne zachowanie głównych bohaterów. No i ten pies, który wyraźnie chciał się z aktorami bawić, a już na pewno nie rzucać na nich. Troszkę to żałośnie wypadło. Kanibale za to fajnie wypadli . "Hills..." Cravena jako całość postrzegam przychylnie, było ok, ale po ataku na przyczepę cała magia i niepokój gdzieś ulatują, acz napięcie pozostaje. Do tego scenerie i końcówka. Będzie dobry.
Ostatnio zmieniony przez dux Wto 04 Lis, 2008, w całości zmieniany 2 razy
Dziwna sprawa bo najpierw obejżałem remake ,a dopiero póżniej starszą wersje ,ale musze stwierdzić że dla mnie wersja nowsza jest o wiele lepsza . Jest bardziej brutalna ,ma lepiej nakreślone postacie kanibali ( widać że są żli ,a do tego brzydcy )
No cóż wersja z 1977 nie jest złym filmem ,na pewno na tamte lata robiła wrażenie .Jednak dla mnie to nic szczególnego - postacie kanibali zachowują sie śmiesznie i wyglądają jak jaskiniowcy , film nie straszy i w sumie bardziej to dramat niż horror . Pare naciąganych scen np . rozbicie samchodu -wystraszyli sie odrzutowców i królika hehe .
4/10
u mnie kolejnosc wygladala dosc dziwacznie poniewaz najpierw obejrzalem remake a dopiero potem orginal. Po wersji craven'a nie spodziewalem sie wiele , ale film milo mnie zaskoczyl , jest to lekki przyjemny horrorek w sam raz dla 12-13 latków ( bo watpie zeby ktos starszy mogl by sie przerazic ) aktorstwo kiepski ale jak podejdzie sie do niego z " przymorzeniam oka " to nawet i moze sie podobac. 7/10
Wiek: 27 Dołączył: 25 Mar 2005 Posty: 583 Skąd: Zgierz
Wysłany: Pon 04 Wrz, 2006
Hills Have Eyes to taka Cravenowska "Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną". Widziałem ten film jeszcze przed pierwszym kontaktem z dziełem Hoopera, dlatego oceniam go z dużym sentymentem i przymykam oko na niektóre błędy. Już na samym początku widać wpływ TCM. Pustkowie, staruszek radzi trzymać się głównej drogi itp. We "Wzgórzach" bardziej podoba mi się miejsce akcji, znacznie lepsze niż u Hoopera. Czuć skwar, góry robią bardzo dobre wrażenie, tu czuć, że bohaterowie są obserwowani. Jeśli chodzi o napięcie to dzieje się tu nawet więcej niż w TCM. Pierwsi kanibale pojawiają się zaraz na początku filmu a bohaterowie nie są tak bezbronni. Do minusów należy wliczyć słabe aktorstwo i trochę denerwujący koniec, który sprawia wrażenie jakby została usunięta jakaś ostatnia część filmu. Ogólnie wychodzi na to, że Craven skopiował tu Hoopera. Oczywiście jest kilka drobnych różnic bo dozbroił kanibali w nowinki techniczne typu radio i pistolety, ale to nie zmienia faktu, że wyszła kopia(dość dobra), choć nie zobaczyłem tu tak wstrząsających momentów jak w TCM. Trochę przez sentyment, trochę film zasłużył. Wystawiam 7/10...
W sumie spodziewalem sie troche wiecej po HHE. JAk na film z tamtego roku to calkiem ciekawy byl klimat, szkoda tylko ze po pierwszej powaznej zadymie jaka rozpetali kanibale wszystko to jakos ulecialo. I pozniej ogladamy tylko jak wszyscy biegaja po gorach i nawijaja do walkie-talkie Wpadki byly. Nie dziwie sie czemu film Wesa jest porownywany do TCM ale TCM to horror o wiele lepszy bo wiecej w nim horroru. Wzgorza to film niestety sredni, o ile na poczatku zapowiadal sie ok to potem troche zaczyna kulec
,,Hills Have Eyes" Wesa Cravena jest trochę gorszy od ,,Texas Chainsaw Massacre" Hoopera, ale lepszy nieco od ,,The Last House On The Left" z 1972-ego.
Mamy tu przede wszystkim kapitalną, tajemniczą, momentami mroczną, troszkę surową, niepokojącą, dziką, lekko prehistoryczną i jakby ciut westernowatą atmosferę.
Sam początek i rozwinięcie co prawda nie zachwyca jakoś szczególnie. Zwykła rodzina, zwykłe rozmowy itp.
Ale owa głęboko niepokojąca i tajemnicza atmosfera jest wyczuwalna już wtedy.
Muzyka jest dobra, lekko zróżnicowana i występuje tylko gdzieniegdzie co umacnia w filmie agrofobiczny klimat.
A ten agrofobiczny nastrój umacnia również często panująca tutaj cisza.
Aktorstwo jest dość dobre. Do nikogo nie miałem żadnych większych zastrzeżeń. Szczególnie przyzwoicie wypadli tu Dee Wallace w roli Lynne Wood, Martin Speer jako mąż Lynne, Doug (jego głos mi się podobał) i Michael Barryman w roli prymitywnego oraz diabelskiego Plutona.
,,Hills Have Eyes" Cravena toczy się powoli, na początku przeciątnie by po jakiejś pół godzinie nabrać rozwinięcia i stać się dziełem coraz ciekawszym.
Niektórzy za złe tej pozycji mieli ,,urwane zakończenie". Faktycznie mogłoby być ono lepsze. Jednakże nieprzeszkadzała mi taka wersja gdyż według mnie dała ona efekt ,,nagłego wybudzenia się z ciężkiego koszmaru".
Jak dla mnie film trochę niedoceniony. ,,Teksańskiej..." Toby'ego Hoopera ustępuje on bardzo mało. Po prostu klimat i fabuła były tam nieco lepsze. Poza tym obraz ten wygrywa z nakręconym pięć lat wcześniej ,,Ostatnim Domem Po Lewej".
Jest On od ,,poprzednika" ciekawszy i solidniej zrobiony.
Największym atutem ,,Wzgórz..." jest tajemniczy, agrofobiczny nastrój i fakt, że film w zasadzie nie nudzi.
Zresztą ja osobiście nie znalazłem w nim żadnych większych wad.
Zdaniem wielu osób remake nakręcony 29 lat później jest znacznie lepszy. Czy rzeczywiście tak jest o tym przekonam się już niedługo sam.
W każdym bądź razie ja starą wersję jak najbardziej polecam!
Wiek: 27 Dołączył: 25 Maj 2004 Posty: 427 Skąd: Białystok
Wysłany: Pon 05 Kwi, 2010
No cóż obejrzeć można,jednak moim zdaniem jest to jeden z nielicznych przypadków gdy oryginał ustępuje "rimejkowi", trochę zestarzał się ten film, jest sporo niewykorzystanego potencjału, który rozwinięto bardziej w rimejkowym następcy. 4/10 za pomysł
Sponsor
Dołaczył: Dawno, Dawno Temu ...
Posty: dużo...
Skad: Amityville
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach