Film prezentuje się wyśmienicie jak na 1953 rok. Vincent Price jak zwykle elegancki i to w głównej mierze jego gra aktorska wyniosła film na wyżyny, jednakże pozostali aktorzy również spisali się wyśmienicie Historia przedstawiona w filmie jest naprawdę ciekawa, wciągająca Dzisiaj już brak takich świeżych pomysłów jak wtedy. Polecam gorąco!
_________________ "Father, yes son, I want to kill you"
Wiek: 16 Dołączył: 10 Sie 2005 Posty: 222 Skąd: Pomorze
Wysłany: Pon 03 Mar, 2008
Rzeczywiście, poziom aktorstwa jest naprawdę wysoki. Jak na rok 1953 i niespecjalnie wysoki budżet, film zachwyca pod względem wykonania - charakteryzacja, figury pokazują, że włożono w ten obraz wiele pracy. Fabuła całkiem ciekawa, jednak ponarzekam trochę na niedostatki w grozie. Na tym filmie się nie da wystraszyć - ale trzeba przyznać, że po tylu latach, choć trąci odrobinę myszką - nadal jest bardzo przyzwoitą rozrywką. No i Vincent Price.
7/10
_________________ - Get me a vodka, rocks.
- It's breakfast, mom.
- ...and a piece of toast.
Wiek: 20 Dołączył: 16 Maj 2008 Posty: 287 Skąd: Biłgoraj
Wysłany: Sro 13 Sie, 2008
Świetne kino. Dla mnie nowa wersja, może sie połozyć przed tą produkcją. Film ma wspaniały klimat, aktorstwo jest na bardzo wysokim poziomie. Troche miałem wrażenie, że to na tym filmie, wzorowali się twórcy Darkmana Była w filmie jedna świetna scena, mianowicie, rozbicie twarzy Jaroda, jak mi się to podobało W filmie, jak zwykle genialny Vincent Price, bez którego ten film, byłby nudny. Minusów w filmie, można doszukiwać się w pewnej naiwności śledczych, ale niech i tak będzie.
8/10
dolaczam sie do pochlebnych recenzji tego filmu, jezeli filmy starsze niz dwadziescia lat nie powoduja u nas wymiotow, to warto zwrocic uwage na ten tytul - to ponad godzina dobrej zabawy. do ciekawostek mozna doliczyc mozliwosc obejrzenia w tej produkcji napompowanego bicepsu charles'a bronson'a z mlodzienczych lat
Kolejny porządny klasyk z Vincentem Pricem po raz kolejny w roli bad guya, co mu jak zwykle wychodzi pierwszorzędnie. Wykonanie filmu bardzo dobre, ani przez chwilę nie nudzi, szybko brnie do przodu (aż czasami miałem wrażenie, że przydałby się moment, czy dwa dłużyzny), fabuła ciekawa, potrafi wciągnąć, sceny początkowe filmu rewelacyjne (walka w płonącym muzeum - byłem pewien, że te rzeźby to aktorzy, a tu niespodzianka). Do żadnego z aktorów nie można mieć zastrzeżeń, a pierwsze skrzypce gra tu oczywiście Vincent Price (świetny zarówno w roli "ludzkiej" jak i poparzonego, kulejącego upiora (swoją drogą niezła kreacja i charakteryzacja!)). Zabrakło mi tylko złego zakończenia i byłby niemial horror idealny. Remake jest filmem przyzwoito-średnim, ale oryginałowi do pięt nie dorasta.
zdecydowanie dobry film. jak napisał Skaraś fabuła mknie do przodu bez żadnej dłuzyzny, nudy, przestoju co nie pozwala absolutnie się nudzić w trakcie seansu. aktorsko wiadomo pierwsza klasa, ale jak miało być skoro występuje Vincent Price a do tego Bronson napompowany i umięśniony jak antyczny posąg.
drobne elementy humorystyczne w postaci mdlejącej pani i pana odbijającego piłke przed domem woskowych ciał dodają tylko uroku. ogólnie nie ma się czego przyczepić.
bardzo dobre kino.
p.s. rimejk zostaje przeze mnie rozgrzeszony całkowicie, bo nie dość, że mi się podobał to pożyczono tylko nazwę i pomysł na woskowe figury. remake oglądałem przed oryginałem więc nie miałem świadomości ile zerżnięto, ale teraz wiem, że absolutne minimum.
p.s. rimejk zostaje przeze mnie rozgrzeszony całkowicie, bo nie dość, że mi się podobał to pożyczono tylko nazwę i pomysł na woskowe figury. remake oglądałem przed oryginałem więc nie miałem świadomości ile zerżnięto, ale teraz wiem, że absolutne minimum.
tak. zdecydowanie wersja z 2005r praktycznie nie ma nic wspolnego z wersja z 1953. jednakze chyba nie kazdy wie, ze to wlasnie house of wax z 1953 jest rimejkiem filmu MYSTERY OF THE WAX MUSEUM z 1933r. http://www.imdb.com/title/tt0024368/
Remake jest filmem przyzwoito-średnim, ale oryginałowi do pięt nie dorasta.
Phi, chyba musiałem być pijany jak oglądałem remake. Niedawno próbowałem sobie go powtórzyć, bo za pierwszym razem jak widać nawet mi się podobał, a teraz nie dałem rady. To ledwo oglądalne ścierwo nie zbliżyłoby się nawet na 20 000 sążni do filmu z 53 roku, gdyby Paris Hilton pokazała nie 2, a 12 cycków.
veidt napisał/a:
MauZ napisał/a:
p.s. rimejk zostaje przeze mnie rozgrzeszony całkowicie, bo nie dość, że mi się podobał to pożyczono tylko nazwę i pomysł na woskowe figury. remake oglądałem przed oryginałem więc nie miałem świadomości ile zerżnięto, ale teraz wiem, że absolutne minimum.
tak. zdecydowanie wersja z 2005r praktycznie nie ma nic wspolnego z wersja z 1953. jednakze chyba nie kazdy wie, ze to wlasnie house of wax z 1953 jest rimejkiem filmu MYSTERY OF THE WAX MUSEUM z 1933r. http://www.imdb.com/title/tt0024368/
Wiemy wiemy, i zaraz się wypowiadamy o nim w należytym temacie
EDIT: Choć w zasadzie nie chce mi się zakładać osobnego tematu, bo House of Wax jest dokładną kopią Mistery of the Wax Museum tak samo jak The Ring jest dokładną kopią Ringu. Identyczne sceny, lokacje, a nawet ujęcia. Posiada te same zalety, co remake, z tym, że zamiast świetnego Price'a w roli Igora mamy bardzo dobrego Lionel Atwilla.
Wiek: 28 Dołączył: 29 Mar 2009 Posty: 112 Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon 31 Sie, 2009
Całkiem ciekawie pomyślany film, i chociaż dość już wiekowy - dziadek wciąż trzyma klasę, choć chyba raczej za sprawą Vincenta Price'a i oldschoolowego klimatu, niż prawdziwych emocji. Nie przestraszy, ale może wciągnąć. Miłośnicy starego kina bez trudu upolują go na TCM czy innych stacjach wyświetlających "antyki".
Aż dziwi, że omawiany tytuł znajdował się na listach, najgorszych filmów wszech czasów. Film na pewno nie jest przełomowy, ale nie zgodzę się żeby od razu łapać po takie miana, obarczając nimi film, który na to nie zasługuje.
Jeśli chodzi o to, czy "House of Wax" jest horror'em czy thriller'em, to dla mnie osobiście jest tym pierwszym. Nie widzę żadnych przeszkód, aby tego filmu nie zakwalifikować do tej szufladki. Kino grozy to nie tylko gore, a co ważniejsze nie od razu było tym czym jest teraz. Bariery przyzwoitości, cenzury zdejmowane było po kolei przez kolejne dekady. Mamy tu morderce, dużo creepów, spowite mgłą miasteczko, czy kapitalną scenę tytułową, które mówią same za siebie.
Wspomniana scena otwierająca "House of Wax", jak na tamte lata, musiała być dużym szokiem, skoro dzisiaj, lekko ponad pięć dekad później, wciąż robi wrażenie. Palące się tytułowe figury woskowe (topienie się, wypadanie oczu, odpadanie poszczególnych członków) to coś szczególnego, a samego wybuchu nie powstydziłyby się dzisiejsze filmy akcji.
Głównym magnesem filmu, jest zawsze intrygujący, przerażający, znakomity - Vincent Price. Jedyne co można mu zarzucić, to w rzeczonej przed chwilą scenie, kiedy to walczy w ogniu ze swoim współtowarzyszem. W momencie kiedy ma wylecieć przez barierkę, dziwnie zwalnia nie reaguje już choćby na ciosy. Jednak to niewielki, nawet niezauważalny mankament. Późniejsza metamorfoza, dziki bieg po miasteczku - mistrz.
Film ze względu na swoją fabułę i ogólny pomysł z wtapianiem ludzi w wosk, znakomity. Wiele schematów charakterystycznych dla lat '50, również może denerwować.
Całość bardzo dobra.
P.S. Wyczyny cyrkowca w okularach 3D musiały nieźle wyglądać, szczególnie gdy ten swoją zabawką zwracał się w stronę widza
_________________ Is all that we see or seem
But a dream within a dream?
Sponsor
Dołaczył: Dawno, Dawno Temu ...
Posty: dużo...
Skad: Amityville
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach