w porównaniu z remakiem Cronenberga oryginał "The Fly" jest bardziej filmem sci-fi z elementami horroru, a nie odwrotnie, mimo to jakoś nie zawiodłem się na tym filmie, powiedziałbym nawet, że miałem obawy przed jego obejżeniem, ale okazały się w zasadzie bezspodstawne, filmowi brakuje sporo do praktycznie świetnego remaku, ale trzeba brac pod uwagę w którym roku był film zrobiony, a jak na ten okres wyszedł film naprawde dobry, mogący wywołać gęsią skórkę, z całkiem niezłym aktorstwem obraz, cała historyjcka jest naprawde przjemująca, tylko może nieco kiczowata końcówka psuje całość, choć nie można jej ując trgicznej nieco wymowy
The Fly (1958) - 7/10
Wiek: 18 Dołączył: 24 Sie 2006 Posty: 255 Skąd: Puszczykowo
Wysłany: Sro 14 Mar, 2007
Oglądałem go baaardzo dawno. Pamiętam, że w rannych godzinach na Polsacie. Pamiętam, że bardzo mi się wtedy podobał. Szczególnie zapamiętalem czołówkę z muchą, samobójstwo i takie sceny rozmowy przez drzwi. Efekty są całkiem sympatyczne, a do tego film nie nudzi. 7+/10
Wiek: 66 Dołączył: 12 Maj 2006 Posty: 479 Skąd: spod Napleta
Wysłany: Sro 13 Cze, 2007
Znając i lubiąc film Cronenberga byłem z góry uprzedzony do pierwowzoru muchy i z pewną obawą przystąpiłem do jego obejrzenia ... jak się okazało, bezpodstawnie.
Film mi się podobał, ale zdecydowanie dominuje tu sf, aniżeli horror. Inaczej rozłożoine są akcenty niż w wersji Davida C. Nie mozemy obserwowac stopniowej przemiany bohatera w muchę i jego mutacji. Jest za to retrospekcja i śledzimy akcję tak jakby opowiadała ją bohaterka. Film obejrzałem z zaciekawieniem, ale raczej nie jest straszny. Staroświeckie efekty specjalne dodają mu uroku, a samą muchę (tj mutanta) bardzo fajne wykonano...7/10
Mialem obawy ze zasiadajac do tego filmu wiekszosc scen bedzie dla mnie przewidywalna z oczywistego powodu - widzialem juz wczesniej remake - jednak film jest inaczej skonstruowany i to jest plus.
Historia zaczyna sie od smierci glownego bohatera tj czlowieka-muchy, natomiast wszystkie wydarzenia prowadzace do smierci glownego bohatera sa w formie retrospekcji (wspomnien zony bohatera).
Najbardziej mi podobala sie charakteryzacja czlowieka-muchy (zwlaszcza glowy). Jak na lata 50-te jest to dosc niezly film, potrafiacy utrzymac widza w napieciu.
Byly jednak tez elementy ktore mi sie nie podobaly. Irytujacy jest dzwiek jaki wydaje urzadzenie skonstruowane przez glownego bohatera podczas teleportacji - przypomina to "dzwonek" towarzyszacy przy wylaczaniu sie miktofalowki, nastepnie kolejny dzwiek przypomina sytuacje jak gdyby ktos wpadl w metalowe rury ktore sie poprzewracaly i narobily halasu. Glownu bohater opowiada o swojej pracy, o swoich dokonaniach w bardzo patetyczny sposob, gdy przyznaje sie do eksperymentow na kocie - jego zona dosc szybko przyjmuje to do wiadomosci. Niezbyt podobala mi sie rowniez sytuacja gdzie po przemianie czlowiek-mucha niekiedy "walczy" ze swoja nieposluszna konczyna.
Jednak mimo tych kilku malych minusow film jest jak na lata 50te niezly.
Mi w zasadzie się podobał, ale zupełnie mnie nie powalił. Remake Cronenberga pod każdym względem lepszy. Oczywiście oryginał ma swoje zalety jak klimacik, wygląd człowieka-muchy, aktorstwo, czy przewrotne zakończenie, ale sama fabuła kiepsko łączyła te elementy. Mimo wszystko obejrzeć warto.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach